|
|
<
|
Luty 2010 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
|
Mój blog jest blogiem ironisty : z dystansem do siebie i rzeczywistości z ciętym spojrzeniem na otaczający go świat : jak ktoś też ma podobne ironiczne spojrzenie na rzeczywistość to zapraszam do środka :
sobota, 27 grudnia 2008
Rewolucja pożera swoje dzieci
Witam. Dziś mam ochotę dokonać nieco bilansu Anno Domini 2008. W porównaniu z tym samym końcem okresu roku 2007. Okazuje się, że to rok rewolucji w moim życiu, postawieniu wszystkiego do góry nogami, jak i przywrócenia prawie wszystkiego tak jak było. A zaczęło się tał ładnie... pracę zmieniłem, w związku byłem, przeprowadzka... cud, miód i orzeszki :) Dopiąłem swego, moje marzenia się spełniły. Teraz wiem, że muszę uważać w wypowiadaniu życzeń... W każdym bądź razie nic nie zapowiadało zmian ( jedynie horoskop na 2008 r. wspominał, że osobą z którą jestem okaże się nie tym kim trzeba i niebawem się głęboko rozczaruję ). Ex uznał to za wierutne brednie, fakt nie podlegający dyskusji. Sylwester w miłej atmosferze w Krakowie... ostatnie chwile radości... Po paru dniach okazało się, że mój ma wątpliwości, do tego stopnia, że musimy o naszym związku pogadać, jak wróci z konferencji studenckiej... Rozmowa była długa i szczera i... rozwodowa, a nie minęły nawet dwa tygodnie nowego roku. Zadawałem sobie pytania- po co ja to wszystko robiłem, po co ? Świat nagle mi się zawalił. Od czasu rozstania mój już Ex był całkiem innym człowiekiem, jak powiedział każdy ma swoje życie i korzystał z tego. O ile wcześniej był typem domatora ( lub na takiego sie stylizował), to potem latał z dupą po wszystkich imprezach, które zaczynały się o 12 w nocy gdzieś na akademikach... Swoją obojętnością i postawą jakby osoby spuszczonej ze smyczy, szybko wyleczył mnie z melancholii i postawy męczennika biadolącego nad swoim marnym losem. W lutym pozbyliśmy się mieszkania i kontakt mniędzy nami się definitywnie zakończył. Dalej szukałem kogoś... W międzyczasie pracę zmieniłem... w maju wyjechałem nad morze pracować. Był to mój zasłużony urlop. Od wszystkiego: od domu, złych wspomnień, samotności. I poznałem tam trochę osób, trochę się wyszalałem, nabrałem zawodowego i osobistego doświadczenia. I trochę się zmieniłem. Styczność ze "związkowcami" definitywnie zamknęła etap poszukiwania kogoś na dłużej. To mi zostało do dzisiaj... Po powrocie wróciłem do poprzedniej pracy, ale już na inne stanowisko. Odświeżyłem relacje z przyjaciółmi i znajomymi. Trochę się wziąłem za siebie :) i aż dziw mnie bierze, jak można się było w ciągu tego roku zmienic...
A ten facet wam się podoba?? :)
niedziela, 30 listopada 2008
Związkowcy i olewacze
Witam ponownie. Dostałem natchnienia i skrobnę dziś parę słów. Na temat, który mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Spotykam się z tym co jakiś czas, ale parę miesięcy temu naprawdę to było kuriozum. Otóż poznajesz sobie jakąś osobę, jesteś dobrej myśli, a ze słów już rysuje ktoś ci świetlaną przyszłość. Nie wiecie, kto tak robi...? Mianowicie związkowcy. Czyli osoby szukające kogoś na dłużej, do związku. Czasem poznaję takich, mają gotowe scenariusze działań, od razu w raju będziesz (tyle, że wcześniej oni chyba byli na "haju"). Miałem dwa takie klasyczne sytuacje z nimi związane. Jeden to pan T drugi pan R. Pan T to był mój ukłon w stronę starszych osób, przeważnie dyskryminowanych i pomijanych :P Był on bardzo doświadczony, nawet za bardzo - dzieciaty rozwodnik. I te jego problemy z byłą żoną, jędzą niemożliwą, która takiego anioła jak on prześladuje. O tym, że on to właściwie "upadły" anioł dowiedziałem się znacznie później, gdy zasięgnąłem języka... Roztaczał już miraże wspólnego zamieszkania, już pracę miałem sobie inną szukać, ochy i achy aż tu nagle odwiedził mnie moj znajomy. Nie widziałem się z moim powiedzmy to "narzeczonym" 3 dni. I co się okazało? Że zdążył już zaliczyć randkę i poznać faceta swojego życia... Drugi związkowiec pan R. Z wyglądu ciacho, choć trochę przegięte. Młodszy i wydawało się, że ustatkowany. On też "tylko" do związku szukał. Najlepiej jak bym się już do niego wprowadził. Zobaczyliśmy się w pewien piątek, bo w czwartek nie pasowało mu. Okazało się, że u niego nocowało 4 kolegów bo zrobili sobie imprezkę, na którą ja nie byłem zaproszony. Wybraliśmy się do branżowego lokalu, a tam mi oświadczył, że on lubi się bawić ze wszystkimi więc żebym nie był zdziwiony... Trochę minął się z prawdą, bo ze mną się nie bawił, nawet na dwa metry nie można do niego było podejść ani z nim słowa zamienić, bo uciekał na czyjeś kolana czy w ramiona. No cóż po takiej zabawie z nim też miałem już dość, czego on nie rozumiał, bo przecież nic nie zrobił. No właśnie, bo nic nie było... Od tego czasu, jak słyszę określenie "do związku" to staję się strasznie podejżliwy, chyba wolę nie określać się na początek... Bo po paru minutach to ciężko określić czy coś więcej będzie czy nie, co najwyżej to czy ma się ochotę na więcej czy trzeba kończyć nudny spektakl :) Pozdrawiam. A to jakby komuś nie chciało się czytać :) 
piątek, 21 listopada 2008
Początki
Witam. Oj była długa przerwa, półtora roczna, ale w ten chłodny jesienny piździawy wieczór w końcu reaktywować bloga. Mam już w tym wprawę, wszak bakcyl blogowania połknąłem już dawno. Niestety moj blog poprzedni był jak Titanic, niespodziewanie i szybko zatonął a nikt się tego nie spodziewał. Nawet sam autor. Aborcji nie dokonałem, aczkolwiek nie jestem jej przeciwnikiem. Postanowi21:27:43łem kontynuować dzieło w inny specyficzny sposób, dając upust mojemu specyficznemu ironiczmemu spojrzeniu na rzeczywistość. Fakt ciągnęło mnie już dawno do pisania, ale jakoś czasu mi brakło. Na co inne ma się czas, na pierdoły i błahostki ale na świat blogowy go jednak brakło... aż przyszedł ten "los momentos"... Wybaczcie jak robię błędy ortograficzne czy interpunkcyjne, ale nie piszę w Worldzie więc nie sprawdzam pisowni. Z ortografii miałem dwójkę, czyli wg ówczesnej prehistorycznej nomenklatury mierny. Więc poważnych naruszeń polszczyzny tutaj być nie powinno, choć co bardziej wysublimowany gust ortograficzny może czuć się zdegustowany :) z góry przepraszam :) Za uwagę dziękuję w nóżki całuję i zapraszam w moje gościnne progi :)
|